nn n n n n n n n n n n n n n n n n n n
n n
n n n Moja strona domowa. n n
n English version n
n n
n n n n
n n n n
n n n n n
n n n
n n n n
n n n n
n n n n n
n n n
n n n n n
n n n
n n n n n
n n n
n n
Moje książki Moje książki Recenzje Moje książki Recenzje Recenzje Wywiady Wywiady Forum Forum Galeria Galeria Napisz do mnie Galeria Napisz do mnie Napisz do mnie Moja biografia. Napisz do mnie Moja biografia Moja biografia.
s

Książki, które do tej pory wydałam

 

Miłosne gry Marka HłaskiMiłosne Gry Marka Hłaski.
Nie śpieszyłam się z napisaniem tej książki.
Powstawała w ciągu ośmiu lat. W tym czasie pracowałam w redakcjach, drukowałam reportaże, wydałam swoje inne książki i wychowałam syna. Czas był moim sprzymierzeńcem. Z upływem lat otwierały się archiwa, a ludzie zaczynali mówić. Zwłaszcza jeden wątek długo budził opory rozmówców - wpływu homoseksualizmu na literaturę, co zwłaszcza w komunizmie z jednej strony było tematem tabu, a jednocześnie stanowiło przedmiot szantażu i manipulacji. Nigdy nie twierdziłam, że Marek Hłasko był homoseksualistą, ale prawdą jest, że uwielbiali go tak samo mężczyźni, jak i kobiety. Wśród tych pierwszych byli znani pisarze, o których Maria Hłasko mówiła - "Nauczyli mego syna pić wódkę i chcieli nauczyć wielu rzeczy ohydnych, mimo że przykrytych szatą poezji". Ale Marek nie chciał kochać mężczyzn, a kobiet nie potrafił. Tylko o jednej, Hani Golde, podobnie jak Marek postaci tyleż ciekawej, co tragicznej, napisał: "Kochałem w życiu tylko jeden raz". Później o kobietach mówił: "kurwy: te nasze matki i siostry i narzeczone". Za to kobiety, które się w nim kochały i które jeszcze żyją, choć dziś są starszymi paniami, przyznają, że nie przestały kochać go nigdy. Po ukazaniu się "Miłosnych gier." odezwała się do mnie pierwsza miłość Marka Hłaski, Wanda, która w książce znana jest jedynie z opowieści rodzimy Hłaski. Teraz obydwie z Wandą Biernacką czekamy na drugie wydanie, w którym będzie poświęcony jej cały rozdział już z jej udziałem.

więcej >>

 

 

Czterdzieści twardychCzterdzieści twardych
Książka opowiada o pomocy Polaków Żydom w czasie II wojny, o niezwykłych ludziach i sensacyjnych wydarzeniach, o dramatycznych losach powojennych, kiedy to wybawcy często sami stają się ofiarami i muszą się ukrywać.
Jakie uczucia rodzi skrajne wzajemne uzależnienie wybawionego i wybawcy? Czy wybawiony jest wdzięczny swojemu wybawcy, czy chce o nim zapomnieć jako o świadku największych upokorzeń? A może świadek utożsamiany jest ze sprawcą? Wartka akcja, zaskakujące puenty, archiwalne zdjęcia.

"Ta wojna zdemaskowała człowieka. Jakiegoś Polaka, jakiegoś Żyda, jakiegoś Niemca, Rosjanina, Ukraińca, Łotysza, Litwina... To nie narody były dobre, albo podłe, bohaterskie lub tchórzliwe... tylko konkretni ludzie."  

więcej >>

 

PajęczynaPajęczyna - syndrom bezpieki
Pajęczyna to upiorny obraz peerelowskiej bezpieki, gdzie w końcu sami oprawcy stają się ofiarami. Sensacyjne, po raz pierwszy ujawnione fakty. Inwigilacja ludzi z pierwszych stron gazet (artystów, dziennikarzy, polityków) i zwykłych obywateli. Szantaże, przekupstwa i donosicielstwo dla przyjemności.

"Działaliśmy po omacku. Żeby wejść w środowisko byłych pracowników SB trzeba być wprowadzonym. Wprowadzić mógł nas tylko jeden z nich. Prosili o nieujawnianie ich nazwisk. Potwierdzali, że wprawdzie system się zmienił, ale metody musiały pozostać te same. Byli do siebie podobni. Jednakowo nie umieli słuchać. Bronili się przed pytaniami. Woleli mówić sami. Kilka razy bez ważnego powodu zawieszali częstotliwość spotkań. Uczestniczyliśmy w grze, do której oni pisali scenariusze. Przyjęliśmy zasady tej gry. Pozwoliliśmy im mówić." 

Pierwszego esbeka poznałam, kiedy pracowałam nad książką "Matka Hłaski". Był 1987 rok. Henryk Kalbarczyk (dziś mogę już ujawnić pełne brzmienie jego  nazwiska, ponieważ Kalbarczyk nie żyje od kilku lat, a teczki zostały otwarte) był lokatorem Marii Hłasko. Wynajmując pokój dorabiała sobie do emerytury. Pokój przejął po innej lokatorce, agentce, która "była pod nim". W pewnym momencie Kalbarczyk przyznał się Marii do tego kim jest, ale w tym czasie zdążyli się już zaprzyjaźnić. Maria Hłasko mówiła mu: Heniu, to nieistotne, człowiek się liczy.  
Związek prześladowcy i prześladowanego przemienił się w prawdziwą przyjaźń, która trwała wiele lat po śmierci pani Hłasko, aż do końca życia esbeka. Pomagał jej przy sprowadzaniu do Polski zwłok Marka i potem, kiedy walczyła o dobre imię syna. Ale też załatwiał dla obojga rolę statystów w filmie i cukier, kiedy wszystko było na kartki.  To Kalbarczyk poznał mnie ze swoimi kolegami, innymi esbekami. Pewnego dnia jeden z nich zadzwonił około jedenastej w nocy i pijanym głosem powiedział: - Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, bierz pół litra i przyjeżdżaj. Mieszkał na Starym Mieście. Wzięłam pół litra, wsiadłam w samochód, po drodze podjechałam po znajomego reportera, ale Jan P., nie wiedzieć dlaczego, nie chciał z nim rozmawiać. Rewelacje, jakie mi przekazał (dawkując je, często dzwoniąc po kilka razy w ciągu nocy), wtedy brzmiące wręcz niewiarygodnie (jak choćby ta, że żona Pawła Jasienicy była podstawioną mu agentką) potwierdziły się wiele lat później, kiedy zostały otwarte archiwa.

więcej >>

 

DziewczynyDziewczyny
Żeby napisać o dziewczynach utrzymujących się z prostytucji musiałam wejść w ich środowisko, bo tylko tak mogłam poznać prawdę o nich i ich klientach. Wprowadził mnie znajomy, który od wielu lat odwiedza agencje i to on był moim przewodnikiem po świecie płatnej miłości, a jednocześnie jednym z bohaterów książki "Dziewczyny".
W Warszawie znajduje się ponad dwa tysiące agencji towarzyskich i pracuje w nich ponad dwadzieścia tysięcy kobiet, ale różnymi rodzajami prostytucji zajmuje się znacznie więcej dziewczyn. Można je spotkać wszędzie; na dyskotece, w klubach, na bankiecie, w eleganckich salonach u boku znanych osób, a także na przyjęciu u znajomych. Wiele z nich to młode i ładne studentki, niektóre mają za sobą epizod bycia modelką, twarze innych przemknęły przez ekran kinowy czy telewizyjny.  
(...)
Dziewczyny w zamian sprzątały u niego, robiły mu zakupy i chodziły z nim do łóżka. W jednej się zakochał i wtedy sprawy przybrały dramatyczny obrót, bo jak powiedziała mu najbardziej szczera z dziewczyn: "Nigdy nie zakochuj się w prostytutce. Prostytutką zostaje się na całe życie, jak alkoholikiem".  Nie posłuchał.      
Potem dzwonił do mnie, prosił, żeby jej coś przekazać, coś wytłumaczyć, pytał co ma zrobić, jak postąpić, co odpowiedzieć. Ale i tak nie korzystał z moich rad, uczucie zbyt nim zawładnęło. Przez ponad rok byłam powiernicą Michała i kilkunastu  dziewczyn. (...)
"Dziewczyny" to książka opowiadająca nie tylko o prostytucji, ale też, a może przede wszystkim, o samotności, potrzebie bliskości i niespełnionych pragnieniach.

W tej książce nie ma zmyśleń. Wszystkie postacie, zdarzenia, dialogi, treść listów i SMS-ów są autentyczne. Musiałam dokonać jedynie małego kamuflażu, polegającego na zmianie imion i nazw niektórych miejscowości, by ochronić swoich rozmówców.

więcej >>

 

Od jutraOd jutra
Spotkali się na Uniwersytecie Warszawskim jesienią 1981 r. Mieli swoje plany, marzenia, nadzieje. Ale nastąpiły strajki, stan wojenny, a potem duże zmiany. Wchłonęło ich życie. Stali się niewolnikami robienia karier, zarabiania pieniędzy i hołdowania zachodnim modom. Stracili ideały. Tylko główna bohaterka, Julia, pozostała wierna dawno podjętej decyzji. Czy było warto? Okaże się po latach, kiedy dawni studenci spotkają się ponownie...

Hanka z Ewą coś sobie głośno opowiadały. Widocznie jednak ich uszy łowiły dyskusję, bo Ewa nagle powiedziała:
- Skończył się czas romantyków, Mirek. Wiem co mówię, bo na co dzień zajmuję się wyszukiwaniem kadr. Teraz mają szansę tylko realiści. Twardzi, zdecydowani, nieprzyznający się do błędów ani słabości. Są agresywni, gotowi pracować po szesnaście godzin na dobę. Kiedyś kazaliśmy jednemu narysować krzywą jego kariery. Jednym szybkim ruchem nakreślił prawie pionową linię. To się podoba. Pewność siebie, upór i ambicja. Tych, którzy zadręczają się etycznymi rozterkami, od razu eliminujemy.
- To znaczy, Ewka, że szukacie mnie - Jurek nie tracił czasu - najlepiej od razu powiedz, że masz dla mnie superpropozycję.
- Ty jesteś już za stary. A poza tym, jeszcze przed chwilą byłeś zachwycony swoją pracą - przypomniała mu Ewa.
 

więcej >>  

 

Matka HłaskiMatka Hłaski
Kim jest matka Marka Hłaski, legendarnego pisarza, człowieka ciekawego, trudnego i tragicznego?
To pytanie zadałam sobie, kiedy zabierałam się za  pracę dyplomową na pomagisterskich studiach dziennikarskich. Zadzwoniłam pod zdobyty numer, odebrał mężczyzna i powiedział, że Maria Hłasko nie żyje. Zmarła dwa miesiące wcześniej. Odłożyłam słuchawkę. Po piętnastu minutach ponownie wykręciłam numer. Jak się okazało, rozmawiałam z jej siostrzeńcem, Andrzejem Czyżewskim. Porządkował rzeczy po zmarłej, aby zwolnić kwaterunkowe mieszkanie. Potem siedziałam w prywatnym archiwum, mieszczącym się w domu Andrzeja, które odziedziczył po Marii Hłasko i odkrywałam Hłaskę, jakiego nie znałam. Jakiego nie znał nikt, poza bliskimi i przyjaciółmi, ale i  oni często znali go tylko fragmentarycznie. Przeglądałam sterty dokumentów, listów, notatek, zdjęć. Rozmawiałam z rodziną, przyjaciółmi, dawnymi sąsiadami. Z tego wyłonił się obraz  dwu, równie tragicznych postaci, matki i syna, a także skomplikowanego, choć bardzo silnego związku między nimi. Jak powiedziała siostra Marii, pani Jadwiga Oraczewska - "Marysia tyle się wycierpiała i tyle zrobiła dla Marka. Z chwilą jego wyjazdu z kraju jej życie zachowało tylko jedną treść, Marek". Tyle, że on nigdy nie wybaczył matce, że po rozwodzie z jego ojcem wyszła ponownie za mąż. Czuł się osierocony, zdany na ciągłą zazdrość. Swego ojczyma nie znosił. Skazany na życie tułacza, wszędzie obcy i samotny wśród ludzi.

Napisałam "Matkę Hłaski", obroniłam dyplom, znajomy reporter, nieżyjący już Grzegorz Nawrocki, przeczytał pracę i powiedział - Przecież to jest książka. Ja ci to wydam. Założył właśnie wydawnictwo "Słowo".

A ja wiedziałam, że jeszcze wrócę do tematu Hłaski.

więcej >>

Kąkolewski bez litościKąkolewski bez litości
Wywiad.

Chwilami można odnieść wrażenie, że literatura faktu, a w szczególności reportaż uważa pana za gatunek podrzędny w stosunku do beletrystyki, a reportażystów za prawie pisarzy.

W pisarstwie nie ma wartościowania. Dygat na przykład mówił, że nie istnieje podział na literaturę faktu i literaturę beletrystyczną, tylko na dobrą i złą. Reportaż jest obciążony konwencją, podobnie jak kryminał, pamiętnik czy science fiction. W przypadku reportażu jest to konieczność opisywania faktów prawdziwych. Nie wolno zawieść zaufania czytelników. Jego odbiór oparty jest na przekonaniu, że dowiaduje się prawdy i tylko prawdy. Konfabulacja, zbitki, to kłamstwo, oszustwo, za którym kryje się lenistwo, brak odwagi lub nieumiejętność zbierania faktów.

więcej >>

Miłosne gry Marka HłaskiOstatni krzyk.
Od Katynia do Smoleńska historia dramatówi i miłości
Tę książkę można czytać na dwa sposoby. Pierwszy, tak jak ją nakreśliła historia, poprzez wspólny los jej bohaterów - dziesięciu spośród dziewięćdziesięciu sześciu osób, które 10 kwietnia 2010 roku wsiadły na pokład rządowego samolotu, by w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej polecieć na groby swoich bliskich. O ich pamięć całe życie walczyli, a i tamta śmierć tragicznie ich naznaczyła.

Zginęli na ich grobach, domykając w ten sposób metafizyczną wręcz klamrę historii i polskiego losu, pełnego bohaterstwa i wielkich miłości, ale także kłótni i podziałów.

Jak wielkich, przekonałam się, zaczynając pochód reportażysty od wizyty w Federacji Rodzin Katyńskich, gdzie natrafiłam na zupełnie wtedy dla mnie niezrozumiały mur niechęci i milczenia. Przebijałam go powoli, odkrywając złożoną i skomplikowaną prawdę o zasługach, winach, powiązaniach i zależnościach, małych i wielkich zawiściach oraz różnych sposobach pielęgnowania pamięci. Jak powiedziała jedna z moich rozmówczyń: "Nas połączył ból, może w normalnych warunkach wcale byśmy sobie nie odpowiadali i nawet się nie lubili". Tak było wtedy, siedemdziesiąt lat wcześniej, i tak jest teraz, siedemdziesiąt lat później.

I to był następny próg do przekroczenia, ale też stopień wtajemniczenia. Odkrywanie ludzkich, rodzinnych dramatów i tajemnic. Sytuacji tragicznych, ale i niekiedy zabawnych. Niektórzy mówili od razu, inni potrzebowali roku i więcej czasu, żeby się otworzyć, a wtedy wyrzucali z siebie wszystko, co zalegało na dnie duszy i sumienia. Czasem historie przychodziły same, jak ta, kiedy znajoma powiedziała mi: "Maria Kaczyńska leciała do Katynia na grób swojego stryja, wielkiej miłości mojej mamy. Opisz to".

Czytaj dalej >>